[przepraszam za brak polskich znakow. Po prostu ich nie mam]
Zastanawiam sie co jest we mnie takiego, ze rodzina tak bardzo pragnie mnie uwolnic spod pregieza moich najblizszych?
Jakis czas temu moj Maz dowiedzial sie, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, ze zrobil sobie ze mnie niewolnice. No bo przeciez to oburzajace, zeby mama niemowlaka gotowala obiad, podczas, gdy dziecko ucina sobie slodka drzemke. Powinna w tym czasie zalegiwac na sofie z kolorowym czasopismem lub malowac paznokcie! Obiad to obowiazek powracajacego z pracy meza. Lazienki rowniez on powinien wyszorowac po godzinach (a jak sie nie wyrobi to w nocy). No a ja glupia, biore ten ugor na siebie i jeszcze sie ciesze ("Oj, glupias, ty glupias corcia....") i on z pewnoscia mi sie kiedys za to odplaci pieknym za nadobne. Bo mezczyzni przeciez tak maja.
Ja wiem, ze sa rozne uklady rodzinne, mniej lub bardziej wymagajace dzieci i mniej lub bardziej umeczone mamy. Ale ja nie mam ochoty robic ze sprzatania katorgi, znienawidzonego przez rodzine sobotniego poranka z odkurzaczem i ze sciera. Nie chce doszukiwac sie w domu przykrych obowiazkow, ktore moglabym zrzucic. Obojetnie na kogo. Ja po prostu robie to wtedy kiedy mi sie chce i od nikogo nie oczekuje wybawienia. Ja sie nie skarze na swoj los ;).... I nikomu nic do niego. Gotowac nie lubie a sprzatac tak. I juz!
Dodam, ze po tej, niezbyt politycznie poprawnej, dyskusji konkty z tesciami zostaly na dluzszy okres zawieszone.
A jednak potem byly wakacje w Polsce. Czas blogiego i sielskiego wypoczynku w rodzinnym gronie... Czy cos takiego w ogole isnieje??
W tym wlasnie okresie przytrafily sie urodziny Babci (Prababci wlasciwie). Impreza z obowiazkowym noclegiem. Fajnie - mysle sobie, nie widzialam babc i ciotek wieki, poznaja Kubusia, pogadamy, pojdziemy na spacer... Swietny pomysl! No wiec jazda z polnocy na poludnie Polski!
7 godzin w pociagu z dwulatkiem mialy byc przygoda zycia. Okazaly sie katorga dla dziecka i testem wytrzymalosci dla mamy. Skatowani ale dotarlismy. Dzielnie ladujemy sie do przepelnionego babciami, ciociami i wujkami wszelkiej masci mieszkania na 10 tym pietrze w bloku. Dziecko przeczuwajac co sie swieci sztywnieje ze strachu juz w windzie. A w domu wiadomo, stol w centralnym miejscu pokoju, bialy obrus, zastawa w czerwone maki i blysk kieluszkow na stole. Kubus, kompletnie nie widzac tu miejsca dla siebie (rzeczywiscie go nie bylo) wczepil sie we mnie jeszcze mocniej.
- Nie kcem tu. Do domku! Jechac!
Milcze. Nawet nie wiem jak mu odpowiedziec. Jak wytlumaczyc niespelna dwulatkowi ze nasz dom jest 2000 kilometrow stad i mama naprawde nie wie jak i dokad uciec?
- Do domuku Babci - MOJEJ BABCI (Maly probuje wyjscia ewakuacyjnego, jakby wyczul, ze na to pierwsze nie ma szans.
Powitania jednak plyna wedlug prastarego rytualu. Buziaki, przytulaki, poklepanki na misia. Ciasno, cieplo, blisko, zbyt blisko! Dziecko wczepione we mnie jak malpka chowa twarz. Nie chce kontaktu z nikim. Boi sie, co z reszta mowi, ale nikt nie slucha. Stado cioc natomiast kazda ma swoj pomysl na to, jak osmielic nowo poznanego czlonka rodziny. Klaskanie, proby wziecia na rece (serio mysleli, ze on pojdzie?), oferowanie jedzenia, zagadywanie, glaskanie, spiewanie. Oczywiscie wszystko tylko pogarsza stan Malego.
- Co on taki dziki?
Slysze w koncu komentarze rzucone nie do mnie a kolo mnie.
Na stol wjezdzaja pieczenie, bigosy, kluski slaskie i nalewka cytrynowa. Oboje mamy scisniety żołądek i myslimy tylko o sposobie ucieczki.
-On sie nie uspokoi, dopuki ty bedziesz taka spieta. Napij sie!
Rzuca tonem niecierpiacym sprzeciwu ktoras z cioc.
Kubus wybucha kolejnym juz szlochem.
Nie moge go tam trzymac. Za oknem zimno i mokro ale chwilowo przestalo padac.
- Wyjde z nim na chwile na plac zabaw pod blokiem.
Rzucam pelna nadziei, ze nikt nie bedzie oponowal.
-Alez ty nic nie zjadlas!
Ktos jest pelny oburzenia.
Zdazylam wyjsc zanim wezwali policje prorodzinna. Mokra trawa, brak spodenek na zmiane. Placzemy oboje na lawce w obcym i zimnym miescie. 2000 kilometrow od domu.
Co tez ja sobie sobie myslalam jadac tam?
W koncu pora kapieli. Ewakuujemy sie do wyznaczonego na nocleg mieszkania prababci. Jest cicho, jest nas tu mniej. Straumowane dziecko w koncu usypia. Juz po wszystkim - mysle sobie. Rano sie zwiniemy i zapomnimy o sprawie. Wyciszylam sie, pogadalam z kuzynka, dobrze jest.
Jeszcze tylko kolejna kuzynka z chlopakiem wpadaja po rzeczy okolo polnocy. Podchmieleni rzecz jasna.
- Kaska, ty jestes niewolnikiem!!!
Slysze na przywitanie od nowego towarzysza Kuzynki. (Hmm.... juz gdzies to slyszalam....)
- Jak mozna tak za dzieckiem biegac. Ty sie musisz leczyc! Z tym trzeba walczyc!
No i zatkalo mnie. Wmurowalo i wcisnelo w fotel. Typowe. Nic nawet nie odpowiedzialam. Tak jak siedzialam, tak zostalam.
Lezac z dzieckiem na waskiej, nierownej sofie w duzym pokoju prabaci, do 5 nad ranem w myslach powtarzam prosta, spokojna, wywazona i dobitna odpowiedz.
Ktora nigdy nie padla.
Chyba rzeczywiscie powinnam sie leczyc...
do dziecka trzeba miec podejscie....babcia , ciotka, wuj czy kuzynostwo, a wszczegolnosci ci bezdzietni..., lub ci co im ciagle mamusia pomagala wychowywac dzieci powinny sie zamknac , bo g.. wiedza o wychowywaniu na emigracji... a jak im dziecko dzikie to powinni sie z nim oswoic , albo jego ;) i postawic sie w sytuacji dziecka , a nie w swojej... dziecku na luzik cytrynowki nie dadza.... ;)polska mentalnosc impreza doroslych jeden pokuj , dzieci drugi.........ja wrcam niedługo to sobie pogadamy...cmok......ps. jak ktos uwaza ze jestes niewolnikiem swojego malutkiego dziecka to oby w wodzie stał po kolana i sie napic nie mogł...ghehe
ReplyDeleteThis comment has been removed by the author.
ReplyDeleteTo chyba nie chodzi o to ze bezdzietni albo ze ktos za nich za nich wychowywal, tylko o to ze kiedys podejscie bylo zupelnie inne. I rodzinie trudno zaakceptowac ze to sie zmienilo, ze my robimy cos inaczej, nie wedlug starego utartego schematu. Postawic sie w sytuacji dziecka - pieknie, tylko ze kiedys to by nikomu nie przyszlo do glowy. Dziecko ma jakies uczucia? Ojtam ojtam, po prostu jest niegrzeczne!
ReplyDeleteTe same problemy dotyczą chyba wszystkich, którzy postanowili rzucic sie z motyką na słońce i wychowywać INACZEJ-czyli dziecko jako podmiot a nie przedmiot... dziecko jako punkt odniesienia. Tak łatwo powiedzieć. A na imieninach u cioci znowu te wrzeszczące gęby, zarzuty o bezstresowe wychowanie i model szwedzki (chociaż ciągle i nim słyszę, wciąż nie wiem,co to takiego i czym niby się cechuje że jest taki koszmarny). Tak. Moje dziecko ostatnio dostało ,,na przekupienie" od jakiejś cioci wielką czekoladę-miało wtedy 10 mscy. Byłam w szoku,ale jak tu sie zachować?! moja mama która nigdy nie trzyma mojej strony marudzi: weź pod uwagę czyjeś uczucia a nie tylko swoje!! biorę- DZIECKA. jak ono się czuje dostając czekoladę której nie może jeść? bo jest za małe? jak to wytłumaczyc niemowlęciu? czy ktoś wziął pod uwagę jego uczucia? hmmm... Kasiu, pisz:)
ReplyDeleteOjej, ojej:)))) no to napisze jeszcze jak sie cos zrodzi:) dzieki:)
DeleteMarysiu, mam wrazenie ze branie pod uwage uczuc kazdego, w tym rowniez przede wszystkim swoich wlasnych jest postrzegane lepiej niz szanowanie uczuc dziecka. Czekolada na 10 miesiecy? Taaa, moj synek dostal na roczek czteropak kinder bueno. Podziekowalam i powiedzialam ze z przyjemnoscia zjem sama. A dziecku tego nie wolno. Oczywiscie w pokoju zapadla zlowroga cisza... Ale dziecka truc nie bede dla cudzej przyjemnosci..
hah. tez mialam jazdy czekoladowo cukierkowe z moja mama. teraz gdy zjadl tego hektolitry (zasmakowalo :-/) okazalo sie ze ma skaze bialakowa!!!
DeleteALLELUJA
bo juz ostatnio wypatrzylam plamke od pruchnicy, a przeciez mlody ma tylko.. uwaga - 15 miesiecy! :-/
a ja chce wiedziec gdzie jestes? w Anglii moze? Pozdrawiam z Manchesteru xxx
ReplyDeleteTak tak, z Anglii, z samego poludnia niestety... Pozdrawiam z Bournemouth:)
DeleteKlub matek na emigracji:):)
DeleteTy sie smiejesz, a ja faktycznie myslalam o zalozeniu czegos takiego - Polska Grupa Naturalnych Rodzicow, czy cos takiego. Cos na wzor playgroups tylko po naszemu. Albo po ptrostu Natural Parents Playgroup, bo po co tylko dla Polakow. Ciagle mysle. Tylko sali taniej nie znalazlam.
DeleteKiedys spontanicznie cos takiego powstalo. Madra doula prowadzila, fajna groupa sie zebrala. Dziewczyny, ale to bylo wsparcie. W rutynowym tygodniu wlasciwie odliczalysmy dni do piatku. Tylko potem wspolpraca w childrencentre przestala sie ukladac i sie posypalo.
Deleteszkoda i tej Waszej play groupy i tego zescie tak daleko :-(
Deletena facebook jest strona attachment parenting UK i jest tez strona AP gdzi mozna wyszkukac grupe AP (angielska) jesli takowa jest w okolicy.. oto linki: http://www.attachmentparenting.co.uk/#/find-an-ap-group/4564731955
http://www.facebook.com/attachmentparentinguk
No szkoda... ale Bournemouth to piekne miasto - idealne na wakacyjny wypad:) Zapraszamy:)
DeleteDzieki za linki, juz sprawdzam
Nie wiem, co napisać w komentarzu, taki trafny jest Twój post.
ReplyDeleteWięc piszę cokolwiek, żeby pozostawić ślad wsparcia :)